19 stycznia 2017

Rozdział 18

''Zabieraj swoje rzeczy i wyjdź. Nie możesz cofnąć tego, co powiedziałeś, wiem. Słyszałam to wszystko wcześniej, co najmniej milion razy. Nie jestem tą która zapomina, wiesz. Nie wierzę, nie wierzę w to. Odszedłeś w spokoju, zostawiając mnie w rozsypce. Za ciężko mi oddychać, upadam teraz na kolana... Mam już dość tej samej starej miłości. To gówno, to mnie rozdziera. Mam już dość tej samej starej miłości. Moje ciało ma już dość. Oh, ta sama stara miłość...'' 
~*~ 
  Przyszedł moment powrotu do szkoły. Przez kilka dni siedziałam w domu walcząc ze swoimi ogromnymi siniakami. Jak miałam się tak pokazać? Wciąż próbowałam przypomnieć sobie skąd te fioletowe ślady znalazły się na mojej skórze. Nie miałam kogo o nie zapytać. Ostatnia rozmowa jaką przeprowadziłam z Zaynem zraniła mi serce jeszcze bardziej. Starałam się nie myśleć o jego miodowych oczach. Rozum podpowiadał mi żebym o nim zapomniała. Trudno było wymazać te dobre ale i te przykre wspomnienia. Były jak spacer na boso po rozżarzonych kamieniach. Z jednej strony błogie, z drugiej bolesne jak diabli.
  Wstałam wcześniej i dokładnie się umyłam. Nałożyłam mnóstwo kremu i podkładu na szyję aby przyciemnić widoczne ślady imprezy. Jedyne na co nie byłam przygotowana to konfrontacja z ludźmi. Już wyobrażałam sobie wszystkie plotki na mój temat oraz przeszywające spojrzenia. Zrobiłam mocny makijaż chyba tylko po to, by dodać sobie trochę odwagi przed tym, co czekało na mnie w szkole. Minęłam się z mamą na schodach. Od dawna nie rozmawiałyśmy dłużej niż kilka sekund. Kobieta zajęta była pracą, a ja swoimi rosnącymi zmartwieniami. Doprowadziło to do utraty naszych kontaktów.
  -Może zjemy w końcu wspólnie kolację? – zapytała, gdy byłam już gotowa do wyjścia.
  Brakowało mi bliższych relacji z rodzicielką. W tamtym czasie tylko z nią mogłam szczerze porozmawiać.
  -Czemu nie – odpowiedziałam i wyszłam na autobus.
  Drogę do szkoły umilała mi piosenka Justina Timberlake’a – Mirrors. Pozwalała mi zostawić gdzieś cały wewnętrzny ból. Lecz kiedy tylko przekroczyłam bramę szkoły, czułam na sobie spojrzenia. Słuchawki spoczywały w moich uszach kiedy mijałam kolejne roześmiane osoby. Znów udawałam twardą, a w rzeczywistości rozpadałam się. Ta impreza była jednym z największych błędów. Teraz potworni licealiści nie dadzą mi szybko upragnionego spokoju. Minęłam sarkastyczne spojrzenie Kit i prędko pognałam pod klasę. Tak bardzo chciałabym cofnąć czas i nie stawić się u niej w domu. Najgorsze było jednak to, że nie pamiętałam całej imprezy.  Kto wie co się wówczas ze mną działo.
  Na końcu korytarza dostrzegłam Veronicę. Złość rosła we mnie gdy się zbliżała. Wyglądała na wykończoną, nawet nie dbała o to, żeby się pomalować. Pod oczami miała ogromne wory i była bardzo blada. Kiedyś przejęłabym się jej stanem. Teraz byłam pewna, że to kolejna zakrapiana impreza, na której się pojawiła. Zdziwiłam się gdy podeszła do mnie. Błądziła po mojej twarzy oczami szukając wsparcia. Lecz ja nie rozumiałam dlaczego. Zraniła mnie, wciąż przed oczami miałam scenę jak całuje się z Zaynem.
  -Możemy chwilę pogadać? Chciałabym wyjaśnić ci niektóre sprawy – odezwała się niepewnie nie chcąc mnie denerwować.
  Ostatnim razem nasza konfrontacja nie zakończyła się za dobrze. Do tej pory bolała mnie ręka, po tym jak się szarpałyśmy.
  -Daj mi spokój – westchnęłam zrezygnowana.
  Już nie miałam siły by krzyczeć. Potrzebowałam samotności w swoim cierpieniu.
  -Ray, proszę cię – zaskomlała mając łzy w oczach.
  Zdziwiłam się widząc ją w takim stanie. Veronica Hodkin nigdy nie płakała ani nie użalała się nad sobą. Była dziewczyną pełną życia i pozytywnej energii. Kilka razy stawiałam ją sobie jako wzór do naśladowania. Ewidentnie w tamtej chwili musiało się coś stać. A ja nie mogłam przekreślić naszej przyjaźni. Byłyśmy sobie bardzo bliskie i musiałam jej pomóc, mimo wszystko. Ruszyłam do damskiej toalety, a blondynka za mną. Oparła się o umywalkę ocierając twarz. Serce kruszyło się na ten widok.
  -Powiedz mi co się stało – wypowiedziałam zmartwiona.
  Właśnie wtedy spojrzała na mnie tęczówkami pełnymi bólu. Usta jej drżały.
  -Nie pocałowałam Zayna dlatego, że chciałam. Właściwie on wcale mi się nie podoba – zaczęła cicho.
  -Więc dlaczego to zrobiłaś? – nie mogłam powstrzymać się od zadania podstawowego pytania.
  -Byłam kilka miesięcy temu na domówce. Mnóstwo pijanych i zjaranych ludzi, a w tym wszystkim ja. Kai także się tam pojawił i sama nie wiem jak to się stało, ale całowaliśmy się w jakimś łóżku. Potem on wyciągnął telefon i zaczął robić mi nagie zdjęcia. Nie byłam w stanie powstrzymać jego rąk. To było straszne. Niedawno Kai zaczął szantażować mnie tymi zdjęciami. Było mi wstyd przyznać się przed tobą więc robiłam to co mi kazał, by je odzyskać. Chciał, bym znienacka pocałowała Malika na twoich oczach, a ja głupia to zrobiłam. Oddał mi fotografie, ale doprowadził do zniszczenia naszej przyjaźni. Jest mi bardzo przykro, Ray – wyrzuciła z siebie wszystko, co przede mną ukrywała.
  Byłam w szoku. Nie sądziłam, że taka jest prawda. Skreśliłam Verę nie pozwalając jej wcześniej na wyjaśnienia. Momentalnie cała złość na przyjaciółkę gdzieś odpłynęła. Zaczęłam jej współczuć za to co ją spotkało. Jak Kai Parker mógł zrobić coś takiego? Mój były chłopak szantażystą i zboczeńcem? Głowa pękała mi od mnóstwa myśli. Przytuliłam załamaną przyjaciółkę. Nie zasłużyła na takie traktowanie.
  -Dobrze, że więcej osób nie ujrzało tych zdjęć. Obiecuję, że porozmawiam z nim, by pożałował, ale dlaczego wymyślił coś takiego? – zapytałam po chwili.
  -Mówił coś o zemście za to, że go zostawiłaś – szepnęła – Ray, on jest nieobliczalny.
~*~
  Mijały dni, a Zayn nie pojawiał się w szkole. Nie tylko ja zastanawiałam się dlaczego nagle zniknął. Dziewczyny, które udało mu się poderwać, chodziły smutne. Najprzystojniejszy arogant w liceum pozostawił po sobie mnóstwo plotek i paniki. Jego samochód zniknął spod domu, a z tego co słyszałam nie odbierał od nikogo telefonu. Może to lepiej, że go nie ma. Nie zmuszał mnie do cierpienia z powodu patrzenia na niego. Bez Malika było spokojniej. Powoli przyzwyczajałam się do jego nieobecności. Przez pierwsze dni obserwowałam czy porsche nie stoi na parkingu, lecz tego wtorku także go nie było. Kit chodziła po szkole zamyślona, zachowywała się jak nie ona. Nie obrażała innych ani się nie wyśmiewała. Brak Zayna zmienił wszystkich. Dyrektor zapewne cieszył się z tego, że ma spokój od największego łobuza. Przez ten czas mogłam naprawić swoją przyjaźń z Veronicą. Ten spór umocnił więź, która nas łączyła. Wraz z brakiem Zayna, nie pojawiał się także Kai. Uniemożliwiało mi to wygarnięcie mu jakim jest chamem. Żałowałam, że z nim byłam. Wstyd mi było, że nie dostrzegłam wcześniej jego prawdziwej twarzy. Brzydziłam się chłopakami.
  -Słyszałam, że Malika ściga policja dlatego zniknął – odezwała się moja przyjaciółka, gdy spotkałam ją na szkolnym parkingu we wtorek.
  Analizowałam chwilę to, co usłyszałam. Zayn chodził do kasyna i zadawał się z podejrzanymi typami. Kto wie, czy jego interesy były legalne. Pamiętam pistolet w schowku jego samochodu. Był niebezpieczny, a jeżeli to co mówiła Vera było prawdą, popełnił przestępstwo i zniknął.
Mimo tego, że od imprezy minęło kilka tygodni, ludzie wciąż dziwnie się na mnie patrzyli. Z czasem się przyzwyczaiłam. Na szczęście fioletowe siniaki zniknęły z mojego ciała. Odetchnęłam z ulgą, że nie musiałam dłużej tego ukrywać. Podczas przerwy obiadowej na stołówce jak zwykle panował hałas. Część głośno się śmiała, inni rozmawiali. Usiadłyśmy z blondynką przy najbardziej oddalonym stoliku. Podeszła do nas jedna z dziewczyn, która od zawsze mnie nie lubiła bez powodu. Widziałam Jane kilka razy w aucie Malika, pewnie z nią także miał krótki epizod.
  -Czego tu chcesz? – zdziwiłam się, że Hodkin tak ostro potraktowała tą pustą lalę.
  Dosiadła się z bezczelnym uśmiechem do naszego stolika. Cała sytuacja była bardzo dziwna.
  -Rayna, zauważyłaś pewnie, że wszyscy ciągle się z ciebie śmieją, prawda? – była bezczelna i nastawiona by mnie zranić.
  -O co ci chodzi, Jane?
  Wyjęła z kieszeni kamizelki swój nowy telefon i chwilę w nim klikała. Patrzyłyśmy się na siebie z Veronicą z zaskoczeniem. Bez słowa przysunęła ekran tak, bym zobaczyła to co włączyła. Na filmiku byłam ja. Leżałam na ziemi kompletnie pijana wśród wrzeszczącego tłumu. Od razu domyśliłam się, że materiał pochodzi z imprezy Kit. Nie mogłam patrzeć  na to upokorzenie.
  -Poczekaj na kolejny urywek – zaśmiała się dziewczyna.
  Osoba z telefonem stała przed drzwiami. Na początku wydawało mi się, że kameruje wyłącznie je. Jednak kiedy wsłuchałam się w dźwięki, oniemiałam. Zza drzwi dochodziły krzyki dziewczyny, a sądząc po minie Jane, były moje.
  -Po internecie krąży nagranie jak uprawiasz seks, gratulacje Rayna.
  Całe moje życie wraz z tymi słowami straciło sens.
~*~ 
Czy ktoś domyśla się tożsamości gwałciciela?
Rozdział 21 przyniesie odpowiedź
Do następnego <3
 

8 stycznia 2017

Rozdział 17

''On jest kanciarzem i nie jest całkiem dobry. To frajer, jest palantem. Kłamie, blefuje i jest niesolidny. To głupek z bronią. Wiem powiedziałaś mi, że powinnam trzymać się od niego z daleka. Wiem, mówiłaś, że to zabłąkany pies. To zły facet ze skażonym sercem i nawet wiem, że to nie jest mądre. Lecz mamo, zakochałam się w przestępcy, a ten rodzaj miłości nie jest racjonalny, jest fizyczny. Mamo proszę nie płacz, będę w porządku. Mam zdrowy rozsądek, nie zaprzeczę, kocham tego faceta...''
~*~
  Miałam problem z otworzeniem oczu. Bolał mnie każdy zakamarek ciała. Głowa nie miała siły by wydawać polecenia reszcie. Zastanawiałam się czy tak właśnie wygląda moment śmierci. Nie chciałam cierpieć. Gdy otworzyłam oczy dostrzegłam, że znajduję się w swoim pokoju. Jak się tutaj znalazłam? Pamiętałam mocno zakrapianą imprezę u Kit. Ten poranny kac był skutkiem wczorajszych wydarzeń. Chciało mi się pić, a moja głowa była jak doczepiona. W każdej chwili mogła odpaść i z hukiem rozbić się na podłodze. Zegarek na ścianie wskazywał dziesiątą rano. Moja mama była zapewne w pracy. Pokazywanie się jej w takim stanie mogłoby się dla mnie bardzo źle skończyć.
  Wygrzebałam z szuflady tabletki i dużym łykiem wody postanowiłam je popić. Liczyłam, że to przywróci mój organizm do życia. Wciąż ciekawiło mnie jakim cudem znalazłam się w swojej sypialni. Musiałam być tak bardzo pijana, że ten moment uciekł mi z głowy. Na myśl o wczorajszej imprezie poczułam gorąco. Pierwszy raz straciłam nad sobą panowanie. Nie mogłam uwierzyć w to, że byłam w stanie tyle wypić. Komu usiłowałam się przypodobać? Dlaczego nie umiałam powiedzieć dość?  Mój film urwał się na bójce z Verą. Nie byłam w stanie zmuszać swojej głowy do zastanawiania się nad tym co było później. Smak alkoholu powrócił do mojego gardła, a wraz z nim zrobiło mi się niedobrze.
  Prędko pobiegłam do łazienki. Pozbywałam się ze swojego organizmu resztek alkoholu pragnąc poczuć się lepiej. Łzy leciały z moich oczu. Dlaczego alkohol był tak popularny skoro przynosił tyle szkód? Nie sądziłam, że wódka każe mi zapłacić rankiem tak wysoki rachunek za chwile wieczornego upojenia. Spojrzałam w lustro. Moje włosy były brudne i ułożone w różne strony. Resztki makijażu nadal pokrywały twarz. Miałam na sobie piżamę, znów nie pamiętałam żebym ją zakładała. Lecz nie to przykuło moją największą uwagę. Szyję pokrywały ogromne, fioletowe siniaki. Skóra była prawie niewidoczna. Gdy przyjrzałam się swoich rękom to także zauważyłam ślady. Musiałam nieźle poobijać się na imprezie. Palcami delikatnie dotknęłam opuchniętej szyi. Syknęłam z bólu. Co się ze mną stało?
~*~
  Długo zastanawiałam się czy powinnam spotkać się z Zaynem. On był w stanie jako jedna z niewielu osób szczerze powiedzieć mi co się wydarzyło na imprezie. Pamiętałam jego wściekłość, gdy widział mnie tańczącą z Kaiem. Robił z Kit wszystko bym bardziej cierpiała. Chciałam poznać prawdę. Z Verą nie miałam przecież już żadnych normalnych relacji. Bałam się zobaczyć z byłym chłopakiem. Parker był nieprzewidywalny i często bardzo nachalny. Ja po alkoholu musiałam zachowywać się podobnie, dlatego nie opuszczał mnie na krok. Zayn był jedyną osobą, która się dla mnie liczyła. Zdawałam sobie sprawę z tego ile razy cierpiałam przez niego. Wciąż kochałam Malika tak mocno, by wybaczyć mu to wszystko.
  Ubranie się sprawiło mi duży problem. Każdą czynność robiłam wolniej. Ból towarzyszył mi cały czas zupełnie tak, jakby był mi pisany. Przekrwione oczy zasłoniłam ciemnymi okularami, a na szyję ubrałam szal. Nie mogłam nikomu pokazać tych potwornych siniaków. Postanowiłam szukać wyjaśnień w domu Zayna. Miałam ogromną nadzieję, że go tam znajdę.
  Zadzwoniłam do drzwi trochę niepewnie. Na szczęście otworzyła mi osoba, dla której tutaj przyszłam. Uśmiechnęłam się delikatnie, lecz on był niewzruszony.
  -Możemy porozmawiać? – odezwałam się szybko nie zdejmując okularów.
  Staliśmy chwilę w ciszy. Dla mnie ten moment był jak wieczność.
  -Chodź, przejdziemy się – odparł zabierając z wieszaka kurtkę.
  W duchu mi ulżyło. Naprawdę.
~*~
  Spacerowaliśmy po ogrodzie Zayna. Rozkoszowałam się jego pięknem i świetną pogodą. Ból fizyczny powoli ustępował. Niesamowite jak niewiele potrzebował człowiek by dojść do siebie. Każda chwila z Malikiem napędzała mnie, jednocześnie dając ogromną radość. Jego postawa mnie onieśmielała lecz mimo to chciałam wtulać się w jego ramiona tak, jakby nie istniał otaczający nas świat.
  -Chciałam zapytać cię o wczorajszą imprezę – odezwałam się szybko nim się rozmyśliłam.
  -Domyślam się, że pytasz o swoje pijackie zachowanie – rzucił beznamiętnie.
  Jedynie pokiwałam głową. Chciałam wyciągnąć od mulata jak najwięcej informacji.
 -Zachowywałaś się jak bachor, który pierwszy raz napił się alkoholu. Potem byłaś jak zwykła dziwka, która chce uwieść jak najwięcej facetów – dodał.
  Zabolały mnie te słowa. Jak mógł porównać mnie do kobiety lekkich obyczajów? Nie byłam taka, szanowałam się. Zranił moje sumienie wystarczająco dużo razy.
  -Przestań mnie ciągle obrażać – warknęłam poddenerwowana.
  Malik zaśmiał się. Tak jak miał w zwyczaju. Zupełnie lekceważąco.
  -Chciałaś poznać prawdę, czyż nie?
  Zbierałam w sobie słowa by wybuchnąć. Nikt nie zasługiwał na takie traktowanie, szczególnie przez ukochaną osobę. Chciałam szacunku. Dlaczego Malik nie potrafił zachowywać się wobec mnie tak, jak wobec Kit? Ja byłam miła dla innych, ona wręcz przeciwnie. Ta sytuacja coraz bardziej mnie załamywała.
  -Nie rozumiem co takiego ci zrobiłam, że tak mnie traktujesz – krzyknęłam na skraju wytrzymania – Pomagałam ci w nauce, słuchałam co masz mi do powiedzenia. Nawet pojechałam z tobą do kasyna! Dlaczego po tym wszystkim zachowujesz się jak cham?!
  -Doskonale znasz mój charakter. Taki już jestem więc przestań być histeryczką i pogódź się z tym – odpowiedział od razu.
  I ja i on byliśmy zdenerwowani. Ta rozmowa zmierzała do kolejnej kłótni. Kac odbierał mi siłę na wymianę oskarżeń. Jak to możliwe, że Zayn po imprezie wyglądał tak rześko?
  -Dlaczego nie możemy rozmawiać normalnie? Dlaczego każde nasze spotkanie kończy się kłótnią? – zapytałam cicho nie spodziewając się, że odpowie.
  -Bo oczekujesz ode mnie rzeczy, których ci nie dam – wyjaśnił niewzruszony.
  Łzy poleciały z moich oczu. Znów byłam na skraju załamania nerwowego. Chciałam wykrzyczeć Malikowi całą prawdę. Dusiłam się skrywanymi wewnątrz tajemnicami.
  -Kocham cię Zayn – wypowiedziałam nie zastanawiając się nad jego reakcją. W końcu usłyszał co czuję.
  Przyglądał się mojej twarzy zupełnie zdezorientowany. Wiedziałam, że zaskoczyłam go swoim wyznaniem. Przeniósł wzrok na szyję. Zapewne zastanawiał się po co mi ten szal. Stał bardzo blisko mnie umożliwiając mi podziwianie swojego piękna. Z wyglądu był kimś idealnym. Pełne, malinowe usta i duże kawowe oczy przyciągały dziewczyny. Chciałam by był mój. Wówczas mogłabym całować go bez wstydu mając pewność, że nikt inny tego nie robi.
  -Ray, nie możesz mnie kochać, bo ja nie zasługuję na miłość– wymamrotał. – Co ci się stało w szyję? – chciał zmienić temat by tylko nie rozmawiać o uczuciach.
  Ściągnęłam szal pokazując mu siniaki. Opuszkami palców delikatnie ich dotykał. Był zaskoczony i przerażony tym, co zobaczył. Pod wpływem jego dotyku moje rany tak nie bolały. Potrafił uleczyć wszystko co było we mnie zepsute.
  -Nieźle poobijałam się na imprezie – byłam zawiedziona, że nie skomentował mojej miłości, tak jakbym chciała. – Pójdę już.
  Ruszyłam w kierunku wyjścia. Szłam bardzo powoli, bo łzy zasłaniały mi całą widoczność. Wtedy Malik złapał mnie za łokieć i odwrócił do siebie.
  -Wiedz Rayno, że ja cię nie kocham. Nigdy nie kochałem i tego nie zrobię. Nie pasujesz do mojego zepsutego życia.
  Wyrwałam się z jego uścisku. Znów mnie zranił, a ja ciągle do tego nie przywykłam.
 
~*~
Rozdział wyszedł dość krótki. To nie tak, że nie miałam na niego pomysłu ale chciałam trochę zatrzymać tą pędzącą fabułę. Wszystko idzie zgodnie z moim planem. 
Nadal nie poznaliśmy prawdy o imprezie, a na tożsamość gwałciciela będziecie musieli jeszcze trochę poczekać :)
Karo