31 października 2016

Rozdział 14

''Kiedy miałem siedem lat, moja mama powiedziała mi: Idź, znajdź sobie jakichś przyjaciół albo będziesz samotny. Kiedy miałem siedem lat...To był duży, duży świat, ale myśleliśmy że byliśmy więksi. Popychając siebie nawzajem do granic możliwości, uczyliśmy się szybciej. Przed 11 rokiem życia paląc trawkę i pijąc palący trunek. Nigdy nie byliśmy bogaci, więc wychodziliśmy z domów by zapewnić sobie stabilny poziom...''
~*~ 


  Patrzyłam na nich czując wewnętrzny ból. Nie mogłam uwierzyć własnym oczom, w to co widziałam. Całowali się, dotykali i wpatrywali w siebie zupełnie jak para. Gdybym ich nie znała, pomyślałabym, że bardzo się kochają. Prawda była jednak zupełnie inna. W jednej chwili straciłam najlepszą przyjaciółkę i chłopaka, w którym się zakochałam. Dlaczego oni byli w stanie mi to zrobić? Veronica powtarzała bym nie ufała Zaynowi. Nie sądziłam jednak, że to ona będzie w stanie mi go odebrać. Nie miałam szans z blondynką. Dorabiała jako modelka, wyglądała naprawdę świetnie. Spodziewałam się jednak, że to Kit będzie w stanie odebrać mi ukochanego. Poczułam się zdradzona.
Nim para całujących się mnie ujrzała, zdążyłam uciec. Wiedziałam, że Vera spróbuje ich jakoś wytłumaczyć. Ja nie potrzebowałam słów, wszystko widziałam. Cały mój świat się posypał, nie miałam nikogo, prócz matki. Wiedziałam, że nie mogę powiedzieć rodzicielce o tej sytuacji. Potrzebowałam kogoś, kto zrozumie moje położenie. Chciałam płakać, krzyczeć i rzucać wszystkim co wpadnie mi w rękę. Kiedy szłam do swojej szafki próbując się uspokoić, poczułam na plecach czyjś oddech. Odwróciłam się niepewnie i dostrzegłam przed sobą jedną z tych osób, która była w stanie jeszcze bardziej pogorszyć mój humor.
  -Czego chcesz? – zapytałam ostro. Pragnęłam się go jak najszybciej pozbyć.
  Kai spojrzał na mnie z charakterystycznym dla siebie uśmiechem. Od razu domyśliłam się, że już o wszystkim wiedział. Nie przyszedł do mnie by mi współczuć. Nikt nie zamierzał tego robić. Chciał jeszcze głębiej wbić nóż w moje plecy.
  -Cóż, Ray jest mi bardzo przykro – odpowiedział smutnym głosem.
  Wiedziałam, że sobie żartuje. Nie był typem współczującego człowieka. Znałam go tak dobre, a mimo to wierzyłam, że się zmienił. Do niedawna uważałam, że możemy być dobrymi przyjaciółmi, którzy odcinają przeszłość. Znów się pomyliłam, tak jak w przypadku Veronici i Zayna.
  -Kłamiesz. Cieszysz się, że cierpię. Uważasz, że na to zasłużyłam, prawda? – odezwałam się po chwili nie wytrzymując napięcia.
  Łzy były już w moich oczach, podczas wypowiadania ostatnich słów zmienił mi się głos. Jedna niewłaściwa uwaga byłego chłopaka doprowadziłaby do wybuchu histerycznego płaczu. Byłam wręcz u kresu wytrzymania. Przysunął twarz do mojego ucha i bardzo powoli zaczął szeptać:
  -Wierzyłem, że karma wraca. Zostawiłaś mnie to spotkało cię cierpienie.
  Odszedł, a ja się rozpłakałam. Łkałam cicho opierając się o szafkę nie wyobrażając sobie jak uda mi się przetrwać nadchodzące dni. Ból był wręcz nie do zniesienia.
~*~
  Przez resztę dnia odliczałam godzinę, w której będę mogła pójść do domu. Na każdej przerwie ukrywałam się w toalecie. Nie mogłabym się powstrzymać gdybym ujrzała Malika lub Hodkin. Ukojenia szukałam w muzyce. Niestety nic nie było w stanie chociaż na chwilę zabrać bólu. Wraz ze zdradą Veronici powróciły wspomnienia zaginięcia taty. Wszystko złączyło się w jedno wielkie cierpienie. W duchu modliłam się o chwilę odetchnienia. Mimo, że minęło trochę czasu od przykrego incydentu, ja nadal w to nie dowierzałam.
  Po lekcjach przemknęłam przez parking. Pędziłam do domu chcąc jak najszybciej położyć się w łóżku. Pragnęłam zasnąć. W kuchni czekał na mnie obiad. Nie mogłam zmusić się by cokolwiek zjeść. Przed moimi oczami przewijało się bolące wspomnienie zdrady. Nie usiłowałam tłumaczyć żadnego z nich, właściwie nic nie było w stanie tego wytłumaczyć. Całowali się na szkolnym korytarzu jak para. Trzymał blondynkę w swoich objęciach tak, jak jeszcze kilka dni temu mnie. W przeciągu kilku minut wszystko było w stanie się posypać.
  Nim zdążyłam dojść do swojego pokoju, usłyszałam dzwonek do drzwi. Niechętnie odwróciłam się na pięcie i pognałam w kierunku wejścia. Nie spodziewałam się i nie oczekiwałam gości. Otworzyłam, a przed sobą zauważyłam Verę. Momentalnie zaszkliły się moje oczy. Miała tupet skoro była w stanie się tutaj pojawić.
  -Ray, daj mi to wytłumaczyć – odezwała się cicho widząc moją reakcję.
  Przez kilka chwil nie byłam w stanie nabrać powietrza i przy tym powiedzieć czegokolwiek do niej.
  -Daj mi spokój – odparłam szybko chcąc jak najprędzej pozbyć się dziewczyny.
  Mimo to ona mnie nie posłuchała. Weszła do środka przeciskając się obok. Spojrzałam na nią gniewnie. Nie byłam na tyle silna psychicznie by z nią rozmawiać.
  -Cholera nie planowałam tego! – krzyknęła zdenerwowanym głosem.
  Lecz ja nadal milczałam.
  -Rayna gdybyś tylko potrafiła i chciała mnie wysłuchać, zrozumiałabyś dlaczego to się stało. Pamiętałam, że go kochasz, ale musiałam – dodała widząc, że nie mam zamiaru odpowiedzieć.
  Wtedy coś we mnie runęło. Łzy płynęły po moich policzkach, a ja krzyczałam:
  -Uważałam cię za przyjaciółkę. Zwierzałam ci się ze wszystkich problemów dotyczących Zayna! Chciałabym, aby to co dziś się zdarzyło nie miało miejsca! Jak mogłaś mi to zrobić!
  Wypchnęłam przyjaciółkę za drzwi nie będąc w stanie dłużej z nią rozmawiać. Osunęłam się na podłogę i znów zaczęłam płakać.
  Dopiero po jakimś czasie znów zabrzmiał dzwonek. Po kilku pierwszych sygnałach nawet się nie ruszyłam. Jednak kiedy gość nie chciał odpuścić, otarłam twarz koszulką i wstałam. Bałam się, że to znów Veronica, albo gorzej, że to Zayn. Powoli otworzyłam drzwi i kolejny raz byłam zaskoczona. Na ganku stała Kit nie z wredną miną jaką miała zazwyczaj. Uśmiechnęła się na mój widok.
  -Co tu robisz? – zapytałam szybko nie gotowa na kolejną konfrontację.
  -Wybacz, że nachodzę cię w takim stanie. Chciałabym wręczyć ci zaproszenie na moją zbliżającą się imprezę. Mam nadzieję, że to rozważysz – odpowiedziała krótko i wręczyła mi kopertę.
  Odwróciła się i odeszła, a ja zaczęłam czytać.
~*~ 
Wybaczcie, że taki krótki

16 października 2016

Rozdział 13

''Byłeś cieniem mojego blasku. Czy nas poczułeś? Kolejną gwiazdą, którą przyćmiewasz. Obawiam się, że nasz cel jest poza zasięgiem. Chcę zobaczyć nas, promieniejących w blasku. Gdzie teraz jesteś? Czy to wszystko sobie uroiłam? Czy byłeś tylko w mojej wyobraźni? Kolejny sen, gdzie dziki zwierz szaleje wewnątrz mnie. Jestem przygaszona, tak zagubiona. Na płytkich wodach nie znalazłam tego, czego potrzebowałam. Spuszczam się dalej... Coraz głębiej nurkowałam. Wieczna cisza morza... Oddycham...''
Alan Walker - Faded  
~*~

  Patrzył na nas wściekle. Od razu pożałowałam tego, że zapaliłam. Wiedziałam, że będziemy mieli kłopoty. Cała nasza trójka stała w ciszy, bo Zayn nieprzejęty obecnością dyrektora palił dalej. Na pewno o wszystkim dowie się moja mama. Już musiałam przygotowywać się na ostrą awanturę w domu.
  -Malik, ja wiem, że ty masz cały świat w dupie, ale mógłbyś zachować resztki kultury i zgasić tego papierosa – warknął mężczyzna.
  Zayn wykonał polecenie bez słowa. Oparł się o swój samochód przygotowany na przemówienie dyrektora.
  -Zadzwoni pan do mamy? – zapytałam przerażona jak dziecko.
  Malik parsknął śmiechem za moimi plecami. Wiem, że byłam żałosna. Chodziłam do liceum a bałam się swojej rodzicielki. Czasem naprawdę chciałam żyć tak beztrosko, jak mulat.
  -Oczywiście. Dopilnuję, żeby wasza dwójka dostała srogie kary. Nie jesteście dziećmi, którym trzeba powtarzać, że palenie jest złe ale jak widać nie umiecie dostosować się do reguł szkoły. Po lekcjach i po za tym terenem możecie robić co chcecie. Dostaniecie naganę na apelu przed wszystkimi uczniami.
  Kiedy odszedł, wstydziłam się odwrócić w stronę Zayna. Przez całą sytuację nawet słowem się nie odezwał. Nie pomógł mi nas uratować. Nie interesowała go kara jaką dostaniemy od mężczyzny.
  -Ja już pójdę – powiedziałam cicho nadal stojąc tyłem.
  -Nie przejmuj się, Ray. Załatwię to – mruknął dopiero po chwili.
  Chciałabym, żeby to co mówi było prawdą. By mógł rzeczywiście załatwić nam brak kary. Niestety sama byłam sobie winna. Straciłam rozum przez zakochanie. Obiecałam sobie wtedy, że to nigdy się nie powtórzy. Chciałam zostać tą samą grzeczną Rayną kochającą zbuntowanego Zayna.
~*~
  Kiedy wracałam do domu przygotowywałam się do konfrontacji z mamą. Byłam pewna, że dyrektor poinformował ją o moim wybryku. Na ostatniej przerwie Malik rzeczywiście udał się do nauczyciela i poprosił o naganę tylko dla siebie. Ten słodki czyn z jego strony nic jednak nie pomógł. Musiałam wypić piwo, które sama naważyłam. Weszłam po cichu do domu mając nadzieję, że mamy nie ma. Kiedy ściągałam buty pojawiła się w hollu. Widziałam, że jest wściekła. Odwiesiłam kurtkę, zabrałam plecak i ze smutną miną spojrzałam na nią. Miałam nadzieję, że nie wyśle mnie do psychologa.
  -Wyjaśnij mi, proszę – odezwała się ostro kiedy usiadłyśmy w salonie.
  Wzięłam głęboki wdech. Nadszedł moment, w którym musiałam powiedzieć jej całą prawdę.
  -Zakochałam się mamo. Ten chłopak jest inny niż wszyscy. Żałuję, że paliłam, obiecuję, że to się nie powtórzy – zaszkliły mi się oczy, nie mogłam dalej mówić.
  Kobieta siedziała chwilę w ciszy kręcąc głową. Wiedziałam, że jest rozczarowana i zawiedziona. Wiele razy mówiłam jej, że nikotyna i środki odurzające to zło. Teraz sama po to sięgnęłam. Było mi tak bardzo głupio.
  -Nie będę się nad tym rozwodzić. Masz nie spotykać się z tym chłopakiem, sprowadza cię na złą drogę. Jeszcze jedna podobna akcja, a pogadamy zupełnie inaczej – powiedziała beznamiętnie i zostawiła mnie samą.
  Usłyszałam od mamy jedynie to, że po szkole mam wracać od razu do domu. Poszłam do swojego pokoju, by w samotności przemyśleć całą sytuację. Żałowałam, naprawdę. Nie potrafiłam zrozumieć jaki impuls przyciągnął mnie do palenia. Zawsze byłam ułożona i grzeczna. Szwendałam się po korytarzach tak, aby nikt nie zwracał na mnie uwagi. Teraz cała sytuacja rozniosła się po szkole. Musiałam się przygotować na kolejny dzień. Byłam pewna, że przywitają mnie śmiechy i obelgi ze strony kolegów. Już odkąd zaczęłam rozmawiać z Zaynem ludzie plotkowali. Oczywiście na początku mi to schlebiało. W końcu byłam znana, przez niektóre dziewczyny nawet lubiana. Szybko okazało się, że zadawały się ze mną tylko po to, by być bliżej Malika. I znów zawiodłam się na ludziach.
  Chciałam aby Veronica była przy mnie. Jej nieobecności tylko niszczyły naszą przyjaźń. W tej chwili potrzebowałam jej odważnej rady. Niestety musiałam oddać telefon mamie i nie mogłam się z nią skontaktować. Położyłam się na łóżku i włączyłam muzykę. Nie pierwszy raz pomagała mi gdy byłam sama. Zamknęłam oczy i zaczęłam rozkoszować się słowami i melodią. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam.
  Obudziło mnie stukanie w szybę. Zaspanymi oczami spojrzałam w tamtą stronę. Czyżby to mi się zdawało? Zegar wskazywał godzinę wieczorną. Kiedy ktoś ponownie zapukał, podniosłam się z łóżka. Uchyliłam okno i moim oczom ukazały się miodowe tęczówki Zayna.
  -Co ty tu robisz?- wyszeptałam kompletnie zaskoczona.
  Malik wskoczył do mojego pokoju i zamknął za sobą okno. Jego obecności się nie spodziewałam. Było mi miło, nawet bardzo.
  -Dzwoniłem, ale włącza się poczta. Postanowiłem sprawdzić czy żyjesz – uśmiechnął się słodko.
  Dlaczego on potrafi wywoływać takie skrajne emocje? Raz pragnę go pobić, a raz najmocniej jak umiem pocałować.
  -Mama zabrała mój telefon. Dostałam karę na wychodzenie – mruknęłam.
  Zayn zmniejszył odległość między nami. Położył swoje mocne dłonie na moich biodrach i jeszcze się przysunął. Tego pragnęłam odkąd ostatni raz się widzieliśmy. Był jak mój narkotyk. Złożył niewinnego buziaka na mym policzku powodując tylko sytuację, w której pragnęłam od niego więcej. Pierwszy raz odważyłam się go pocałować. Właściwie rzuciłam się na niego, jak ktoś spragniony. Uśmiechnął się i szybko przejął inicjatywę. Trwało to długo, ale było bardzo romantyczne. Kiedy oderwałam swoje usta to prędko przytuliłam się do chłopaka, by nie stracić tej chwili. Cały zły humor gdzieś odpłynął za sprawą Zayna.
~*~
  Następnego dnia, kiedy tylko mama wyszła do pracy, postanowiłam mocniej pomalować oczy. Czarna kredka doskonale je podkreślała. Nie byłam gotowa na spotkanie z innymi uczniami. Zanim Malik wyszedł powiedział mi bym była dzielna i twarda. Postanowiłam wziąć sobie do serca jego radę. Musiałam sobie poradzić.
  Nie myliłam się. Kiedy dotarłam do szkoły, ludzie dziwnie się na mnie patrzyli, inni się śmiali. Przechodziłam obok nich niewzruszona. Chociaż w głębi czułam się urażona, nie mogłam tego po sobie pokazać. Chciałam się odezwać i pokazać, że jestem odważna. Wolałam jednak siedzieć cicho, ponieważ byłam sama przeciwko całej klasie. Na każdej przerwie szukałam Zayna, właściwie to wsparcia z jego strony.
  Kiedy przyszła przerwa na lunch postanowiłam go znaleźć. Spodziewałam się go w pobliżu Kit. Byłam zaskoczona gdy zauważyłam blondynkę samą. Podeszła do mnie z wrednością na twarzy. Momentalnie przygotowałam się na atak.
  -Widziałaś Zayna?- zapytała ostro.
  Zbiła mnie tym pytaniem z tropu. Nie sądziłam, że ona także nie wie gdzie on jest. Nim zdążyłam odpowiedzieć, dostrzegłam go. Siedział na oparciu ławki, a pomiędzy jego nogami była jakaś dziewczyna. Kiedy zaczęli się całować, Kit ruszyła wściekła w tamtą stronę. Ja natomiast przyglądałam się im. Byłam pewna, że znam jego nową zdobycz. Dopiero po kilku sekundach uświadomiłam sobie kto to.
  Veronica całowała się z Zaynem. 
~*~ 
Zajrzyjcie do zakładki spis treści, w której znajduje się dokładna liczba rozdziałów, jakie powstaną na tym blogu wraz z epilogiem.

24 września 2016

Rozdział 12

'' Myślę, że mam już dosyć, mogłam się trochę upić. Mówię to co myślę, mogłam to robić częściej, ponieważ cała moja życzliwość jest brana za słabość. Teraz jestem 4,5 sekund od szaleństwa, a wciąż mamy trzy dni do piątku. Próbuję tylko wrócić do domu przed poniedziałkowym rankiem, przysięgam, szkoda że nikt mi nie powiedział. Jeśli pójdę tej nocy do więzienia, obiecaj, że zapłacisz kaucję. Widzisz, oni chcą kupić moją dumę, ale ona nie jest na sprzedaż...Widzisz, cała moja życzliwość jest brana za słabość...''
~*~
  Całą noc powtarzałam w myślach jego słowa. Analizowałam tą krótką wypowiedź wspominając subtelną barwę głosu jaką śpiewał. Tekst piosenki brzmiał tak, jakby został napisany w oparciu o moje problemy. Nie przypuszczałam, że tak zbuntowany chłopak może mieć swoją cichą naturę. Już wiedziałam, że wszystkie negatywne emocje zamienia w piękny śpiew. Ja także tak robię, gdy nikogo nie ma w domu. Daję wycisk moim strunom głosowym aby tylko dać upust złym emocjom i uczuciom. I to rzeczywiście pomaga. Nie jest szkodliwe a daje tyle radości.  
  Śniło mi się, że jesteśmy razem gdzieś na odludziu. Nikt nam nie przeszkadzał więc my spokojnie rozmawialiśmy. Zwierzaliśmy się sobie, opowiadaliśmy, wspominaliśmy minione lata. Nie jestem pewna ile czasu mówiliśmy, ale byliśmy tak rozpromienieni, że nie robiliśmy sobie nic z upływających minut. Zayn opowiadał kawały, a ja pierwszy raz od bardzo dawna tak szeroko się śmiałam. Czułam jakbyśmy znali się od zawsze. Nie obawiałam się mówić mu najwstydliwszych sekretów. W końcu podszedł do mnie, złapał moją rękę i znów zaczął śpiewać. Tym razem jeszcze wyraźniej słyszałam delikatny głos. Słowa same cisnęły się na jego wargi tworząc coś zupełnie nowego. Śpiewał o cierpieniu, miłości, pożądaniu i walce. Kiedy czułam, że już nic nie jest w stanie tego zniszczyć, obudził mnie dźwięk telefonu Malika.
  Wszystko zniknęło. Cudowna pustka została zastąpiona przez pokój chłopaka. Znów świat wyglądał tak jak kilka godzin temu. Chwilę zajęło mi dojście do siebie po tak niosącym szczęście śnie. Ucieszyłam się widząc, że Zayn spał ze mną całą noc. Zrobiło mi się gorąco gdy obserwowałam jego nienaganną sylwetkę. Rozmawiał przez telefon nieświadomy tego, jak na mnie działa.
  -Myślę, że powinienem wkrótce odwieźć cię do domu. Moja siostra za niedługo wróci – odezwał się gdy odłożył swój telefon na szafkę.
  Nie chciałam go opuszczać. Zdecydowanie był najidealniejszym i najpiękniejszym nastolatkiem jakiego widziałam. Normalne było to, że nie chciałam odmawiać sobie takiej przyjemności. Nie mogłam mu jednak zdradzić swoich myśli. W odpowiedzi jedynie pokiwałam głową wiedząc, że wkrótce świat wróci do swej poprzedniej szarości.
  -Zayn? – zapytałam cicho gdy siedzieliśmy już w samochodzie.
  Spojrzał na mnie wyczekując co powiem.
  -Dlaczego nigdy nie wspominałeś, że śpiewasz?
  Milczał dłuższą chwilę, a ja już zaczynałam się obwiniać, że wkraczam w strefę prywatną. Cholera, chciałam być jego prywatnością, sekretem i wszystkim innym.
  -Śpiewam tylko, gdy jestem zły. To pozwala mi się uspokoić. Nigdy nie zamierzałem się tym chwalić – wyjaśnił krótko. – Wie o tym moja siostra i ty. Czuj się zaszczycona. Sydney postanowiła wykorzystać mój głos w wytwórni i tak nagrałem tą piosenkę.
  Nie sądziłam, że tak to wygląda. Byłam naprawdę wdzięczna jego siostrze, że potrafiła wyciągnąć z Zayna taki talent.

~*~
  Trochę obawiałam się poniedziałkowych lekcji. Byłam pewna, że czeka mnie konfrontacja z Kaiem. Nie czułam się dobrze z tym, że bez słowa go zostawiłam. Jednak pocałunek z Malikiem wywarł zbyt wiele emocji, bym wtedy potrafiła myśleć. Przez cały weekend wspominałam to, do czego między nami doszło. Czułam na sobie rozpalone usta Zayna i nasze nierównomierne oddechy. Pragnęłam to powtarzać każdego dnia. Właśnie wtedy zdałam sobie sprawę, że już nie jest mi obojętny. Kochałam go mimo tego, że wiedziałam kim jest. Nie bałam się kolejnego rozczarowania. Wierzyłam głupio, że także coś do mnie czuje.
  Poczułam się jak kompletna idiotka gdy w szkole zobaczyłam go z Kit. Nie sądziłam, że wszystko wróci do normy. Z ukrycia obserwowałam jak całują się w kącie korytarza czując niepohamowaną zazdrość.
  Wszystko zmieniło się gdy słuchałam muzyki stojąc przy szafce. Spokojne nuty uderzały w moje poranione serce. Za wszelką cenę starałam się nie myśleć o rozczarowującym zachowaniu mulata. I właśnie wtedy poczułam jak ktoś popycha mnie na szafki. Przerażona spotkałam się wzrokiem z Malikiem. Nie wiedziałam co go do mnie sprowadziło. Nie pofatygował się wcześniej nawet przywitać. Spokojnie wyjął obie słuchawki z moich uszu, pozbawiając mnie ukochanej muzyki. Ujął w dwa palce podbródek nie dając mi nic powiedzieć.
  -Tęskniłaś, złotko? – zapytał seksownym głosem.
  Nie zdążyłam nawet pomyśleć nad odpowiedzią. Brutalnie wpił się w me usta. Na chwilę straciłam kontakt z rzeczywistością. Nie byłam pewna, czy to dzieje się naprawdę. Jakim cudem rzucił się na mnie w miejscu publicznym? W szkole wszyscy go znali, a ja uchodziłam przecież za największą ofiarę. Byliśmy z różnych światów, kompletnie inni, a jednak coś nas do siebie ciągnęło. Ludzie wokół coś krzyczeli, niektórzy robili zdjęcia, my oddawaliśmy się tej rozkosznej czynności. W tamtej chwili nie myślałam o niczym, prócz tego, że się całujemy.
  -Spotkajmy się za dwie przerwy na parkingu szkolnym – szepnął do mojego ucha, gdy skończyliśmy.
  Odszedł tak szybko, jak się pojawił. Zostawił mnie pobudzoną, zaskoczoną i zakochaną.

~*~
  Odkąd przyszłam do szkoły próbowałam dodzwonić się do przyjaciółki. Martwiłam się jej nieobecnościami. Wiedziałam, że chodziła na imprezy, bawiła się. Kiedy wykonywałam połączenie po raz kolejny, ktoś zaciągnął mnie do damskiej toalety. Chciałam krzyknąć, ale tajemnicza postać umiejętnie zasłoniła moje usta. Kiedy się odwróciłam, dostrzegłam rozwścieczonego Kaia.
  -Myślę, że powinniśmy porozmawiać – warknął.
  Na całym mym ciele pojawiły się ciarki. Tego się właśnie obawiałam. Odsunęłam się od niego. Nie zdążyłam przemyśleć tego, co mu powiem.
  -Wiem, że beznadziejnie to wyszło- w ten sposób chyba chciałam pokazać mu, że wiem o swojej winie.
  Okryłam się szczelniej swetrem czując napływający chłód. Nasza konfrontacja nie zmierzała w dobrym kierunku. Przypominały mi się wszystkie nasze kłótnie i złość w oczach chłopaka. Powinnam dawno uświadomić sobie, że nie możemy być przyjaciółmi. Zbyt wiele przykrych spraw z naszego związku powracała do mnie. Naprawdę bałam się, że podniesie na mnie rękę.
  -Posłuchaj skarbie. Zaskoczyłaś mnie pocałunkiem z najniebezpieczniejszym nastolatkiem w Bristolu. Zapewne uświadomił cię o swojej mrocznej stronie, pokazał pistolety i opowiedział o ciemnych typach z kasyna, prawda? – zaczął okrążając moje ciało, jak dzikie zwierzę niewinną owieczkę – Lecz powiem ci.. zaimponowałaś mi tym odważnym czynem. Teraz cała szkoła o was plotkuje, a dziewczyny z Kit na czele nienawidzą cię.
  Poczułam nagle przypływ odwagi. Musiałam walczyć o dobre imię Zayna.
  -Nie znasz jego i cholera o mnie też nic nie wiesz. Kai, daj spokój – powiedziałam szybko.
  Zaśmiał się słysząc moje słowa. Chciał uderzyć głębiej, w moje serce by pokazać mi, że jest górą. Ja jednak od zawsze to wiedziałam. W grze słownej nie miałam szans i z nim, i z Malikiem.
  -Rayno, myślałem, że wszystko sobie wyjaśniliśmy, wybaczyliśmy te głupie błędy. Dlatego zaprosiłem cię na bal. Jesteś idiotką, myśląc, że o niczym nie wiem. Powinienem pogratulować Malikowi, że cię zaliczył, ale doskonale zdaję sobie sprawę, że jesteś zwykłą cnotką – nie mogłam dłużej słuchać tych obelg – Życzę ci powodzenia, póki co baw się dobrze, bo wkrótce pożałujesz każdego swojego czynu.
  -Nie boję się twoich gróźb – skłamałam.
  -Zobaczymy, skarbie.

~*~
  Na spotkanie z Zaynem szłam roztrzęsiona. Nie potrafiłam się pozbierać po ataku Parkera. Nie chciałam nawet myśleć w jaki sposób się zemści. Widok beznamiętnie opartego o samochód Malika, dał mi chwilę odetchnienia. Podeszłam do niego nieśmiało. Trzymał ręce w kieszeniach swoich czarnych spodni. Kiedy na mnie spojrzał, domyślił się, że coś się wydarzyło. Nie pytał i nie prosił o wyjaśnienia. Podszedł i mocno mnie przytulił. Gdy schowałam twarz w jego bluzę pozwoliłam by kilka łez poleciało z moich tęczówek.
  -Uspokój się, mała – powiedział cicho.
  Pociągnęłam nosem i przetarłam oczy. Dopiero wtedy mogłam na niego spojrzeć. Miał ciepło w oczach. Wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów kierując ją w moją stronę. Nie wiedziałam do czego zmierza.
  -Palenie pozwala się uspokoić – wyjaśnił.
  Mimo, że głos w głowie mówił bym tego nie robiła, wzięłam od niego jedną fajkę. Uśmiechnął się odpalając swoją i podał mi zapalniczkę. Rozejrzałam się czy przypadkiem żaden nauczyciel nas nie widzi i skupiłam się na nikotynie. Rzeczywiście, już po chwili poczułam rozluźnienie. Spokojnie zaciągałam się papierosem, co jakiś czas kaszląc. Byłam w tym zupełnie nowa.
  -Dziękuję  - uśmiechnęłam się do niego delikatnie.
  Palił spokojnie kiwając głową. Miałam chwilę by przyjrzeć się jego nienagannej sylwetce. Kiedy mój wzrok powędrował na usta chłopaka, pomyślałam, że dobrze było by go pocałować. Zayn chyba wiedział czego pragnę, bo już po chwili znów nasze usta się spotkały. Wszystko było jak z niegrzecznej bajki. Piękne i zbuntowane. Do czasu, aż do naszych uszu nie dotarł ten głos.
  -Całowanie i palenie na terenie szkoły. Gratuluję moi państwo.
  Dyrektor.  
~*~ 
Zwróćcie uwagę na groźby Kaia, bo wkrótce rzeczywiście pogrążą życie Ray. Przepraszam za nieobecność, do następnego