17 maja 2020

Rozdział 1

''Pamiętasz te mury, które zbudowałam? Kochanie, teraz one się walą i nawet nie stawiały żadnego oporu. Nawet nie wydały żadnego dźwięku. Znalazłam sposób, by wpuścić cię do środka, ale tak naprawdę nigdy nie miałam wątpliwości, stojąc w świetle twojej aury, że teraz mam swojego anioła.To tak, jakbym się przebudziła. Łamiesz każdą zasadę, którą miałam. To ryzyko, które podejmuję, nigdy cię od siebie nie odsunę...''

 Melanie

    Zastanawiałam się ile jeszcze razy będę przeżywać pierwszy dzień w nowej szkole. Już dawno przestałam się tym ekscytować. Początkowo brzmiało świetnie, nowi znajomi, nauczyciele i oczekiwania. Problem pojawiał się wraz z przywiązaniem, ponieważ niedługo po tym jak gdzieś poczułam się naprawdę jak w domu, mój tata oznajmiał, że czas się przeprowadzić. Jako grzeczna córka nie mogłam mu się sprzeciwić. W taki oto sposób trafiliśmy do Bristolu. W porównaniu z Londynem, Paryżem czy Liverpoolem, w których mieliśmy przyjemność rezydować całkiem niedawno, tu było dość spokojnie. Liczyłam, że zostaniemy w tym miejscu na dłużej, ale wszystko zależało od tego "czy będziemy tutaj bezpieczni'', cytując ojca. 
    Kilka pierwszych dni w Bristolu spędziłam na dekorowaniu domu i nauce samoobrony pod okiem Johna. Nie mogłam pójść na spacer poza granice posiadłości póki pan Flores nie miał pewności, że nic mi nie grozi. Zaczynałam podejrzewać, że ma ogromną paranoję, ale nie pozostało mi nic prócz podporządkowania się jego zasadom. Wiedziałam, że to co i z kim robi może odbić się na mnie, on również. Z tego powodu kupił dom na obrzeżach miasta, wręcz w prywatnym lesie, postawił przysłowiowy mur, zamontował masę kamer, aż wreszcie zatrudnił umięśnionych mężczyzn do ochrony jedynej córki.
    Początkowo dwóch ochroniarzy chodziło ze mną do szkoły. Upokarzające, prawda? Byli wszędzie tam gdzie ja. Z uwagą pilnowali z kim rozmawiam, co robię i węszyli potencjalne zagrożenie. Moje koleżanki były zachwycone, bo ''przecież oni zrobią wszystko co zechcesz''. Nie odczuwałam tego w ten sposób. Każdego dnia moja prywatność była naruszana, a ja nie mogłam mieć o to do nich pretensji. Robili przecież to, za co płacił im tata. W końcu po kilkugodzinnej rozmowie i ostrej wymianie argumentów udało mi się go przekonać, aby zrezygnował z ochrony w szkole. 
  - Melanie, wiesz dobrze, że jesteś moim oczkiem w głowie. Proszę Cię uważaj w szkole i zgłaszaj mnie lub Johnowi każde podejrzane zachowanie - powiedział przy śniadaniu. 
  Jak byłam małą dziewczynką, to cieszyłam się, że tak się o mnie troszczy. Z czasem jednak zrozumiałam, że nie tylko chce zastąpić mi matkę ale i próbuje wynagrodzić wszelkimi sposobami to, czym się zajmuje. 
  - Nie masz się o co martwić. Pierwszy dzień w nowej szkole opanowałam do perfekcji - odpowiedziałam może zbyt ostro.
 - Nigdy nie mieszkaliśmy w Bristolu. Kto wie czego można się spodziewać po tym mieście- skomentował popijając czarną kawę.
    Zawsze miał gotowy kontrargument.  
  - Cóż, mam nadzieję, że niczego złego nie doświadczymy. Ciągłe przeprowadzki są męczące - jęknęłam poprawiając koszulę.
  - Chciałbym się wreszcie ustatkować, skarbie. Trzymaj kciuki aby to był szczęśliwy rok - odpowiedział wstając od stołu.
  - Czyli tyle czasu nam dajesz, zanim uciekniemy w popłochu? 
    Nie odpowiedział. Może byłam dla niego zbyt ostra? Wiedziałam, że robi wszystko co w jego mocy abym była szczęśliwa. Jednak czasem ta cała sytuacja wręcz mnie dobijała. Cmoknęłam go w policzek i ruszyłam w stronę czekającego przy drzwiach Johna. Uśmiechnęłam się delikatnie ale on stał niewzruszony. Czasem zastanawiałam się kim jest, czy ma rodzinę, jak doszło do tego, że został moim osobistym ochroniarzem. Ilekroć zaczynałam temat inny niż samoobrona i szkoła, mężczyzna odpowiadał wymijająco. Frustrowało mnie, że nie miałam z kim porozmawiać.
    Podświadomie liczyłam na to, że znajdę koleżankę lub dwie by wreszcie przestać czuć się samotną. Co z tego, że miałam wszystko czego zapragnęłam, jeśli były to wyłącznie rzeczy materialne. Kochający ojciec z brudnym sekretem też nie wystarczy nastolatce.
  - Proszę zadzwonić kiedy panienka będzie chciała wrócić do domu - odezwał się John pierwszy raz odkąd wyjechaliśmy z posiadłości.
   Pokiwałam głową wkładając słuchawki do uszu. Poprawiłam marynarkę po czym ruszyłam w stronę kolejnej szkoły. Mijałam grupki uczniów, wśród których dostrzegłam sportowców, cheerleaderki i przysłowiowych kujonów. Było też masę ludzi pochłoniętych literaturą. Skierowałam się do sekretariatu obserwowana jak zwierzę w klatce. Nie sądziłam, że pojawienie się kogoś nowego w tak dużej szkole wzbudzi sensację. Odebrałam plan zajęć wraz z mapą budynku i ruszyłam w poszukiwaniu klasy od literatury. Miałam nadzieję, że pan Spar nawet nie zauważy mojej obecności. Chociaż lubiłam ten przedmiot i dużo czasu spędzałam na czytaniu klasycznej literatury, nie chciałam w pierwszym dniu wyjść na przemądrzałą. Nie miałam pewności ile pomieszkam w Bristolu. 
    Podeszłam do tablicy ogłoszeń licząc na ciekawe wiadomości z życia szkoły. Znalazłam informacje o konkursach, osiągnięcia drużyny sportowej oraz zgłoszenie na wycieczkę do Londynu. Moje zainteresowanie wzbudził tekst na samym dole.

PODZIĘKOWANIE
Jako dyrektor szkoły pragnę podziękować każdemu uczniowi, który uczestniczył w pogrzebie tragicznie zmarłej Rayny Sulez. Jestem pod wrażeniem tego jak potrafiliście się zjednoczyć by pożegnać koleżankę. Do moich podziękowań dołącza się też mama świętej pamięci Rayny.
Dyrektor Stawkin

  - Nim zaczniesz zastanawiać się co się stało, oświecę cię - usłyszałam za sobą damski głos. - Zabiła się.
  Odwróciłam się i ujrzałam niewysoką dziewczynę z popielatymi włosami. Ubrana była w krótką sukienkę podkreślającą szczupłą sylwetkę i uwydatniającą kształtny biust. Wyróżniała się też makijażem. Czerwona szminka kontrastowała z różowym eyelinerem na powiekach. Nie była to zbyt wymagająca szkoła skoro uczennice mogły się tak pokazywać.
  - Właściwie to udzieliłaś odpowiedzi zanim dotarło do mnie to co przeczytałam - mruknęłam. 
    Oczywiście nie mogłam powstrzymać się od myśli dlaczego ta dziewczyna się zabiła. Nieznajoma nie musiała jednak o tym wiedzieć. Za sprawą taty nie bałam się śmierci. Przerażało mnie, że ktoś musi być tak głęboko nieszczęśliwy, zdołowany czy samotny by targnąć na swoje życie. 
  - Jestem Kitty Randall, ale ludzie mówią na mnie Kit - wyciągnęła rękę wytrącając moje myśli.
    Nie była wymarzoną nową koleżanką, ale już dawno nauczyłam się aby nie oceniać nikogo ani niczego z zewnątrz. Ja z pozoru wyglądałam na spokojną i ułożoną.
  - Melanie Flores - uśmiechnęłam się. Dobrze było rozmawiać z kimś kto nie jest ochroniarzem ani rodzicem. - To mój pierwszy dzień i nie jestem pewna gdzie znajdę klasę pana Spara. Może mogłabyś mi pomóc?  - zapewne poradziłabym sobie sama ale czemu nie zacieśniać nowej znajomości?
  - To twój szczęśliwy dzień, bo właśnie mam z nim lekcję - odpowiedziała. - Wygląda na to, że mamy taką samą siatkę programową - rzuciła okiem na mój plan zajęć.
    Ruszyłyśmy do klasy. Kit musiała być dość popularna. Widać było poruszenie wśród uczniów gdy tak nonszalancko przemierzała korytarzem. Wyjęłam z kieszeni telefon dostrzegając dwa nieodebrane połączenia od taty. Pewnie chciał wiedzieć jak pierwsze wrażenie. Nie byłam przyzwyczajona do takiej ilości skrajnie różnych ludzi. Pomalowani chłopcy, dziewczyny z szalonymi fryzurami, a wśród tego zagubiona ja. Odrzuciłam kolejne połączenie wiedząc, że w domu czeka mnie reprymenda za nieodpowiedzialne zachowanie.
    Kit pokazała mi właściwe drzwi, po czym gdzieś zniknęła. Wzięłam głęboki wdech szykując się na ciekawskie spojrzenia klasy. Przybrałam pewną siebie minę wchodząc do środka. Do rozpoczęcia lekcji pozostało kilka minut, które spędziłam czytając poprzednie tematy zajęć. Przenoszenie się w trakcie roku szkolnego nie było najlepszym pomysłem. Czułam się jakbym wpadła w środek idealnej całości. Nie wspominając o ogromnej partii materiału, którą musiałam nadrobić.
  - Witam państwa bardzo serdecznie - dostrzegłam mężczyznę po trzydziestce w czarnej koszuli. On mnie również, bo już po chwili dodał - Widzę nową twarz. Zapraszam panienkę na środek klasy, chcemy czegoś się dowiedzieć.
    Przeklnęłam w duchu. Co miałam mu powiedzieć? ''Cześć, jestem Melanie, przeprowadziłam się tutaj w zasadzie z całego świata, bo mój ojciec prowadzi nielegalny biznes i często musimy uciekać''? 
     Miejmy już z głowy tę szopkę.
  - Jestem Melanie Flores. Przeprowadziłam się do Bristolu dwa tygodnie temu z tatą - zaczęłam nim bezczelnie przerwał mi jeden z uczniów.
  - A co z mamą?
    Klasa momentalnie ucichła. Ten temat już dawno przestał być bolesny. Jak wspomniałam, wyglądałam na grzeczną ale potrafiłam odpyskować. 
  - Kultura wymaga tego, abyś najpierw dał się wypowiedzieć a potem zadawał pytania. Czy twoja mama Cię tego nie nauczyła? - spojrzałam na chłopaka wyczekująco.
   Chciałam pozostać niezauważona ale niewyparzony język odziedziczony po tacie szybko podjął decyzję za mnie. Nie uzyskałam odpowiedzi tylko niezadowolenie na twarzy ciekawskiego ucznia. Z końca klasy, z ostatniej ławki ktoś mi się przyglądał. Nie był to jednak pusty wzrok jak u większości osób siedzących naprzeciwko. Wręcz czarne oczy wpatrywały się we mnie wiercąc dziurę w duszy. Ułamki sekund utrzymywaliśmy kontakt wzrokowy nim ujrzałam więcej. Przystojny Mulat o pełnych, malinowych ustach, kruczoczarnych włosach i kilkudniowym zaroście. Nie trzeba było go znać by poczuć tajemniczą aurę wokół. Sprawiał wrażenie obojętnego na otaczający świat. Był śmiertelnie poważny. Zero uśmiechu, zero ruchu. 
  - Myślę, że to pytanie było nie na miejscu, Tony - nasz kontakt wzrokowy przerwał nauczyciel. - Melanie zajmij proszę miejsce.
  Wróciłam do ławki w towarzystwie szeptów ale i aprobujących uśmiechów. Pan Spar zaczął wprowadzać nas do lektury Przeminęło z wiatrem. Pod wieloma względami pozostawało aktualne aż do teraz. Nie znam bardziej wielowątkowej powieści. Nie było to dla mnie zaskoczeniem, że omawialiśmy tę powieść w angielskiej szkole.
  - Spróbujcie indywidualnie znaleźć trzy cechy idealnie pasujące do Scarlett O' Hary. 
  Zaczęłam zastanawiać się kim była dla mnie. Synonimem siły? Odwagi? A może determinacji? Była autorytetem, moim wzorem do naśladowania, choć póki co ja zdawałam się jej kompletnym przeciwieństwem. Pan Spar poprosił kilka osób o swoje sugestie. W większości powtarzały się. Z pewnością na długo zapamiętam wypowiedź Kitty: ''piękna, wysoka, czarująca''. Najwyraźniej nie zgłębiła sensu powieści.
  - Melanie, kolej na ciebie. 
   Uśmiechnęłam się. O swojej ulubionej literackiej postaci mogłabym mówić bez przerwy.
  - Według mnie Scarlett początkowo nie dostrzegała co w życiu jest ważne. Zwracała uwagę na wygląd, robiła wszystko by Ashley ją pokochał, mimo tego, że nie uważał jej za kandydatkę na żonę. Nawet jak wyjechał, jak znalazł inną kobietę, ona pozostała wierna uczuciom. Każde kolejne małżeństwo traktowała jako próbę zapomnienia o miłości życia, zawsze bezskutecznie. Wszystko uległo zmianie kiedy musiała zatroszczyć się o rodzinę. Wtedy z dziewczynki przeistoczyła się w kobietę. Nie zwykłą gospodynię, ale autorytet. Dlatego dla mnie Scarlett jest przede wszystkim wyrazista, uparta i prawdziwa. Każdą kobietę może spotkać taki los.
  Gdy skończyłam, przez chwilę nikt się nie odezwał. Nauczyciel nie spodziewał się pewnie tak rozbudowanej wypowiedzi.
  - Scarlett była próżna, zapatrzona całe życie w jednego mężczyznę. Próbowała mimo wyraźnego odrzucenia Ashley'a. Nawet kiedy miał dziecko z inną kobietą, jej wydawało się, że wciąż mogą być razem. Dręczyła jego i dręczyła Rhetta swoją nastoletnią miłością. To jest dla ciebie wzór? 
  Spojrzałam w kierunku, z którego przyszła zaskakująca odpowiedź. Ten sam tajemniczy chłopak przyglądał mi się z jeszcze większą intensywnością. Czekał aż wdam się w spór, ale ja nie zamierzałam spełniać jego zachcianek.
    Kimkolwiek był czułam, że ta znajomość okaże się burzliwa.



~*~
  Dzień dobry.
Tak prezentuje się pierwszy rozdział. Chciałam was trochę wprowadzić do rzeczywistości w jakiej żyje Melanie + nawiązać do 1 części wspominając o Raynie. Ci, którzy za nią tęsknią niech się nie martwią, bo stanie się tutaj kluczową postacią. Mam nadzieję więc, że przypomnieliście sobie poprzednie 21 rozdziałów i epilog. 
Czasowo znajdujemy się jakieś 2/3 tygodnie po pogrzebie Ray. 
Pamiętacie epilog, w którym Malik mówi, że poderwał kujonkę (Raynę) i może znajdzie sobie następną? 
A i jakby kogoś interesowała postać Melanie to jest to Carla ze Szkoły dla elity (Ester Exposito) bo po prostu zakochałam się w wyglądzie tej aktorki + postaci jaką grała w tym serialu
Do kolejnego
Buziaki
 

4 maja 2020

Prolog

Zayn

     Spojrzałem na swoje odbicie w lustrze i skrzywiłem się. Od dłuższego czasu nie widziałem siebie w garniturze. Ten elegancki wygląd nie pasował do mojej mrocznej natury. Gdyby decyzja należała do mnie zapewne założyłbym skórzaną kurtkę, markowy t-shirt i dżinsy. Jednak w tej sytuacji postanowiłem ustąpić Sydney. Od dawna chodziła struta, może nawet przytłoczona wszystkimi wydarzeniami. Wydaje mi się, że zaczynała wątpić w to, że kolejny uratuje mój tyłek.
    Droga minęła nam w ciszy. Żadne z nas nie wiedziało co w tej chwili powiedzieć. Czy odpowiednie byłoby "do widzenia” „do zobaczenia” a może „uda się”? To była wielka niewiadoma. Będąc szczerym chciałbym, aby było już po wszystkim. Ludzie nie mogli długo myśleć, że Malik został pokonany.
  - Cokolwiek się stanie, będę przy Tobie, Zayn - powiedziała Sydney wręcz powstrzymując łzy.
    Nie byłem do końca pewny czy to co mówi jest prawdą. Faktem było, że zniosła wiele, ale czy byłaby w stanie odwiedzać młodszego brata w więzieniu? Czy jako opiekun nie plułaby sobie w brodę jednocześnie zastanawiając się gdzie popełniła błąd?
  - Nie chcę byś obwiniała siebie o moje czyny. Niektórzy ludzie po prostu rodzą się źli, ja jestem tego doskonałym przykładem -odpowiedziałem.
Nigdy nie zastanawiałem się dlaczego taki jestem. Myślenie o tym mogłoby popchnąć mnie na dno.
  - Zayn, obiecaj mi, że jeśli wszystko skończy się dobrze zmienisz się.
Zaśmiałem się cicho.
  -Sydney, wiesz, że to niemożliwe.
    Zamilkła i nie odezwała się już do rozpoczęcia ostatniej rozprawy. Może to i lepiej. Po co sprawiać jej kolejną przykrość.
   Zająłem swoje miejsce, to samo co na każdym przesłuchaniu. Gdyby proces trwał dłużej pewnie zacząłbym się tu czuć jak w domu.
     Niedługo później pojawiła się sędzia, a zaraz za nią grupa ludzi, od której zależała moja przyszłość. Dla mnie common law* to istny paradoks. Jak osoby, które nienagannie zachowują się na co dzień są w stanie zrozumieć kogoś takiego jak ja? Czy ktokolwiek z nich zrobił w życiu coś złego? Dlaczego moje postępowanie oceniane jest pod względem winy przez ten marny czynnik społeczny? Zamyśliłem się na tyle, że nie usłyszałem jak przewodniczący zaczął wygłaszać mowę. Ocknąłem się w odpowiednim momencie by doszło do mnie jedno słowo:
  -Niewinny.
*prawo precedensowe w Anglii i USA
~*~ 
Dzień dobry.
Wiem, że jest to dla was zaskoczenie, dla mnie również. Nim zadacie jakiekolwiek pytania, pozwólcie, że sama co nieco wyjaśnię.
Zaczęło się od tego, że przeczytałam wiadomość o ciąży Gigi. To spowodowało u mnie chęć do wspomnień. Czytałam jakieś stare opowiadania o Zaynie aż trafiłam na swoje. Przeczytałam Without love w 2 godziny i poczułam niedosyt. Wtedy mnie olśniło. Pomysł na 2 część wpadł nagle i od razu postanowiłam go zrealizować. Wiem, że minęły 3 lata ale temat, który był poruszany i będzie poruszany jest nadal aktualny
Co do prologu, chciałabym byście nie myśleli, że to wszystko dla Zayna będzie takie proste. Długa droga przed nim by usłyszeć to rzekomo zbawienne słowo
Jeśli pojawią się jakiekolwiek pytania, zapraszam.
Buziaki

28 stycznia 2017

Epilog

ZAYN 



  Obserwowałem wszystko z daleka tak, aby nikt mnie nie dostrzegł. Ubrałem się w garnitur, a w ręce miałem czerwoną różę. Uczucie pustki zmusiło mnie bym pojawił się na pogrzebie Ray. Przyszło niewiele osób, bo ona nigdy nie starała się zaaklimatyzować w szkole. Widziałem jej płaczącą matkę, którą trzymała równie smutna Veronica. Nawet ten kutas Kai stał nieopodal, lecz nie wyglądał na cierpiącego. Śmiać mi się chciało z tego, że tam był. Przecież ona cierpiała nie tylko przeze mnie, ale i przez niego. Wyjąłem z kieszeni paczkę Marlboro i odpaliłem jednego papierosa. Tytoń zawsze pomagał mi się uspokoić. Ucieszyłem się, gdy wszyscy się rozeszli. Przy grobie została jedynie pani Sulez, więc postanowiłem tam pójść. Mocno ściskałem kwiat obawiając się rozmowy z kobietą. Wiedziałem, że nie zdążyła dowiedzieć się dlaczego jej córka się zabiła, więc nie musiałem słuchać obwiniania i krzyków. Podszedłem do świeżo stworzonego grobu i ułożyłem czerwoną różę.
  -Jesteś kolegą Rayny? – zapytała ocierając łzy. To na nic skoro i tak znów się rozpłacze.
  -Dużo ze sobą rozmawialiśmy, pomagałem pozbierać się Ray po stracie ojca. Myślę, że postanowiła popełnić samobójstwo z tęsknoty za nim – musiałem skłamać, bo to odpędziło ode mnie to chore poczucie winy.
  Odszedłem prędko nim zaczęła wypytywać o szczegóły. Pani Sulez na pewno szybciej pogodzi się ze śmiercią dziecka wierząc w to, co powiedziałem.
  Nienawidziłem siebie za to, że pozwoliłem sprowokować się na imprezie. Wyrządziłem jej krzywdę, lecz nie czułem się w pełni winny. Już od dawna byłem potworem i wykorzystywałem dziewczyny do własnej przyjemności. Rayna Sulez była jedną z nich. Zakochała się i oczekiwała, że to odwzajemnię. Cierpiała tylko na swoje życzenie. Odpychałem ją i raniłem, a ona nadal szukała we mnie dobroci. Pomyliła się co do mojej osoby.
  W tamtym momencie postanowiłem o niej zapomnieć. W szkole zachowywałem się tak jak zawsze, niewzruszony samobójstwem uczennicy. Nadal chodziłem do kasyna i podrywałem laski na imprezach. Uśmiechnąłem się widząc Kit, która nadal była w moim życiu. Sam nie rozumiałem dlaczego nie karzę jej odejść. Wsiadłem do auta i spojrzałem na nią. Nie była zadowolona z tego, że przyjechaliśmy na pogrzeb, lecz zawsze byłem w stanie ją udobruchać.
  -Zayn, obiecaj mi, że nie pójdziesz do więzienia – jęknęła zrezygnowana.
  Zaśmiałem się, szczerze i prawdziwie. Pierwszy raz od dawna.
  -Nie mogę pozwolić by ktoś mi cię odebrał.
  Zaczęliśmy całować się zachłannie i oddawaliśmy w czynność wszystkie emocje. Jeździłem ręką po twarzy Kit, bo lubi gdy to robię. Z piskiem opon odjechałem spod mrocznego miejsca. Wtedy wyciąłem kilka ostatnich miesięcy z życia tym samym wypierając z niego zmarłą Raynę. Musiałem to przetrwać. Właściwie zaimponowało mi to, że poderwałem kujonkę. Kto wie, może znajdę sobie następną.
~*~ 
Tym akcentem kończymy opowiadanie Without love.
Przyznam, że momentami bardzo ciężko pisało mi się rozdziały i wena mnie opuszczała
Wiem, że spodziewaliście się szczęśliwego zakończenia, ale nie tym razem. Od pierwszego rozdziału wiedziałam, że Zayn okaże się potworem a Rayna się zabije.
Z czasem tylko raniłam główną bohaterkę coraz bardziej słowami Malika
Blog został założony 25 marca 2016 roku, a zakończony został w dniu 28 stycznia 2017 roku
Całkiem szybko mi to poszło
Dziękuję mocno za wszystkie komentarze <3

27 stycznia 2017

Rozdział 21

''Wszyscy myślą że mam to wszystko, lecz to jest puste życie za murami tego zamku. Jeśli się potknę, jeśli upadnę, czy ktokolwiek mnie usłyszy krzyczącą zza murów tego zamku? Tu nie ma nikogo, za tymi murami zamkowymi.Obserwując nieruchomość przez bramę z zewnątrz patrząc do środka. Pewnie pomyślisz, że się dorobiłem, lepiej popatrz znów. Mam lokaja, mam służącą i dwór. Przekonaniem jest że żyję fantazją milionera. Z Phantomami i Ferrari na podjeździe. Ale widzisz to przyszło w zamian za zdrowie psychiczne. Twoja wizja przyćmiona przez Grammy na kominku. Tylko przełącz obiektyw twojego aparatu, zobaczysz cierpienie...''
~*~

   Leżąc w łóżku wspominałam cudownie spędzony dzień z Zaynem. Nie mogłam wymarzyć sobie lepszej odskoczni od codziennych problemów. Ponowne pojawienie się mulata w moim życiu znów przyniosło radość. Ludzie mogli mówić, że jest chuliganem i przestępcą. Po szczerej rozmowie z nim doszłam do wniosku, że żaden człowiek nie jest zły. Malik był zagubiony i przez większość życia po prostu samotny. Pokazał mi swoją lepszą stronę i wiedziałam, że byłam jedyną dziewczyną, której opowiedział o przeszłości. To pomogło mi czuć się w pewien sposób lepszą od ślicznotek ze szkoły. Pragnęłam by każdy dzień niósł mi tyle radości, co dzisiejszy. Musiałam jednak liczyć się z tym, że stary Zayn wróci i znów będzie traktował mnie jak powietrze. Byłam zbyt słaba by go zmienić, ale czerpałam z chwil kiedy był po prostu dobrym człowiekiem. Udostępnił na mój telefon piosenkę, którą nagraliśmy ale także tą, którą puścił mi dawniej. Ze słuchawkami w uszach leżałam którąś godzinę słuchając ich na przemian. Miał delikatny ale i męski głos przez co wiedziałam, że jest w stanie odnieść sukces w branży muzycznej. Nawet mój śpiew po kolejnym odsłuchaniu zaczął mi się podobać. Zasnęłam otulona słowami, które napisał Malik. Szczęście wówczas naprawdę ze mnie tryskało.
  Zobaczyłam go w parku nieopodal szkoły. Przechodziłam przez to miejsce codziennie i zawsze wiało pustkami. Tego poranka on siedział i obserwował jak do niego idę. Kai miał na twarzy jeden ze swoich bezczelnych uśmiechów. Wiedział dlaczego tak zdenerwowałam się na jego widok. W mojej głowie wciąż przewijały się słowa przyjaciółki. Teraz miałam okazję, by wyjaśnić z nim całą sprawę bez niepotrzebnych świadków. Nie mogłam uwierzyć w to, że kiedyś go kochałam. Dawniej był słodkim chłopakiem mimo to, jak potrafił się zachowywać wobec mnie. Coś się z nim stało. Zrobił się agresywny, buntowniczy i podły.
  -Miło cię widzieć, Rayno – odezwał się zachrypniętym głosem.
  Otuliłam się kurtką. Poranki w Bristolu nie należały do najcieplejszych.
  -Jak mogłeś wykorzystać Veronicę do twojej chorej zemsty? – warknęłam zatrzymując się na bezpieczną odległość.
  Zaśmiał się sarkastycznie co tylko mocniej mnie poddenerwowało.
  -Myślałaś, że odpuszczę po tym jak mnie zostawiłaś. Zainteresowałem się tobą, bo byłaś skromna i cicha, nie jak inne. Zdawałem sobie sprawę, że wyglądem im nie dorównujesz ale postanowiłem spróbować. A ty zerwałaś tłumacząc się, że nie jesteś gotowa. To co przydarzyło się Hodkin to wyłącznie twoja wina – powiedział opanowanym głosem.
  Nie chciałam wierzyć w to, co mówił. Jak śmiał oskarżać o swój grzech mnie?
  -Dlatego, że cię zostawiłam zmusiłeś moją przyjaciółkę by całowała się z Zaynem na moich oczach? Jesteś nienormalny, Kai. Powinieneś się leczyć! – krzyknęłam nie panując już nad emocjami.
  -To zwykła zemsta, kochanie – mruknął starając się być przy tym pociągający i seksowny.
  -Nie zostawię tak tego.
  Ruszyłam przed siebie, lecz jego głos znów mnie zatrzymał. Zapytał jak bawiłam się na imprezie. Od razu pomyślałam, że będzie wiedział co wydarzyło się w sypialni.
  -Więc uprawiałaś seks i nie wiesz z kim? Nie znałem cię od tej strony, Ray – naprawdę był bezczelny.
  Już miałam odejść, gdy jego ręka przytrzymała mnie. Spojrzeliśmy sobie w oczy i nie widziałam w jego tęczówkach tej dobroci co kiedyś. Dawny Kai odszedł i stałam teraz przed prawdziwym potworem.
  -Zapytaj Malika czy byłaś dobra – szepnął mi prosto do ucha.
  Chciał mnie sprowokować i najpewniej załamać. Nie mogłam pozwolić by zobaczył, że zmartwiło mnie to, co przed chwilą usłyszałam. Bez słowa wyjął telefon i w swojej galerii pokazał mi filmik prosto z sypialni. Byłam tam ja zalana w trupa, a osobnik płci przeciwnej ciągnął za moje włosy. Zamknął mi buzię ręką i zaczął podduszać. Po chwili jakby nigdy nic całowaliśmy się i dostrzegłam, że to Zayn. Byłam w samej bieliźnie i on także się rozbierał. Nie słuchałam co do siebie mówimy, bo ten obraz ranił moje oczy. Zaczęliśmy brutalny seks, a na swojej twarzy dostrzegłam niechęć i ból. Szarpałam się i wyrywałam, lecz byłam zbyt słaba by powalić Malika. Zamknęłam oczy nie wytrzymując.
  -Skąd to masz? – zapytałam łamiącym się głosem.
  -Widziałem po zachowaniu Malika, że coś się święci. Chwilę przed wami byłem tam i umieściłem kamerkę w niewidocznym miejscu. Byłem zaskoczony tym co zarejestrowała. Liczyłem na to, że wykorzystanie Veronici do mojej zemsty przyniesie mi ukojenie, lecz Zayn pomógł mi zranić cię jeszcze bardziej.
  -Kurwa usuń to! Jesteś popierdolony! – krzyknęłam rzucając się na niego z pięściami.
  -Cieszę się, że poszerzasz słownictwo o wulgaryzmy, ale naucz się jeszcze do jakich osób możesz się tak zwracać.
  Uciekłam nie chcąc dłużej tego słuchać. Biegnąc przed siebie prosto do szkoły czułam nie tylko ogromny ból, ale i wściekłość. Już wiedziałam co wydarzyło się na imprezie. Chłopak, w którym się zakochałam po prostu mnie zgwałcił.
  Dotarłam na parking już po dzwonku. Nie zamierzałam jednak udać się na lekcję. Nie byłam w stanie spoglądać na ludzi. Wpadłabym w szał spotykając na korytarzu Malika. Niedaleko dostrzegłam jego luksusowe porsche. Ustawił je tak, by już żaden kierowca nie postawił obok auta. Zapewne nie chciał, by ktoś porysował jego furę. Wpadłam na genialny pomysł, który mógł pomóc mi w uspokojeniu wrogości, która mną zawładnęła.
  Znalazłam w plecaku cyrkiel i bez opamiętania przejechałam nim wzdłuż czerwonego lakieru. Od razu pojawiła się ogromna rysa. Wiedziałam, że się wścieknie, gdy to ujrzy więc nadal używałam szkolnego przyrządu, tym razem z drugiej strony. Zaczęłam kopać przedni zderzak nie myśląc o tym, czy włączy się alarm. Gdy zabolała mnie noga obudowa samochodu wykrzywiła się i z jednej strony odpadła. Pociągnęłam za klamkę i zdziwiłam się, gdy auto było otwarte. Najprawdopodobniej Malik nie obawiał się, że ktoś ruszy jego porsche. Wzięłam do ręki nieopodal leżący kamień i rzuciłam nim w przednią, potem tylną, a na końcu w boczną szybę. Jeszcze kilkanaście minut temu ten samochód wyglądał jak z salonu. Po moich wybrykach momentalnie stracił na wartości. Wpadłam jak opętana do środka rysując skórzane fotele do tego stopnia, że pojawił się biały puch. Wyrzucałam wszystko z półek targając książki i niszcząc płyty. W końcu do ręki wpadła mi ta z jego nazwiskiem i pierwszą piosenką. Wściekła złamałam ją na mnóstwo części chcąc, by chociaż przez chwilę cierpiał tak, jak ja wówczas. Oderwałam lusterko i kilka guzików, między innymi tych do włączania muzyki. Nie zwracałam uwagi na mnóstwo szkła, które znajdowało się wewnątrz. Do mojej dłoni wpadła szminka i majtki, które zapewne pozostawiła po sobie jedna z jego kochanek. Zawiesiłam bieliznę na kierownicy i zaczęłam ją malować czerwonym odcieniem pomadki. Po chwili kreśliłam także fotel i resztki przedniej szyby. W schowku trzymał mnóstwo prezerwatyw, które zaczęłam dziurawić. Już wyobrażałam sobie jak wpadnie z Kit czy inną pustą lalą. Nie przejmowałam się, że może zostać ojcem, bo najzwyczajniej świecie to pomogło mi rozładować złość. Nim wysiadłam, potargałam jeszcze ubrania, które trzymał z tyłu. Uśmiechnęłam widząc to wszystko, co zniszczyłam. Będąc już poza autem rozbiłam oba lusterka, by nie mógł spokojnie wrócić do domu.
  Lecz ja postanowiłam to zrobić. Otarłam łzy i ruszyłam na przystanek. Cierpiałam zbyt mocno by wejść do budynku szkoły tak, jak codziennie.
  Wciąż nie docierało do mnie, że to Zayn. Sądziłam, że zrobiłam to z przypadkową osobą i powoli zaczynałam godzić się z tym, że straciłam dziewictwo na imprezie. Gdyby nie Kai nigdy nie poznałabym prawdy. Żyłabym w kłamstwie nadal kochając Malika i tłumacząc jego zachowanie. Gwałtu nie dało się wyjaśnić. Nie wmawiałam już sobie, że za niegrzecznością chłopaka stoi przeszłość i jego trudna sytuacja. Byłam w stanie wybaczyć mu każdą krzywdę, którą mi wyrządził, ale nie coś takiego. Pojechał po najłatwiejszej linii oporu gwałcąc kogoś tak bezbronnego i pijanego, jak ja na imprezie. Dlaczego zrobił to akurat mnie? Było setki dziewcząt, które pragnęły seksu z mulatem. Mógł wykorzystywać je, podduszać i bić, bo by się na to zgodziły. Wtedy nie był na tyle pijany, by nie pamiętać. Byłam idiotką, że dzień po tym wyznałam mu swoją miłość. Czy zniknął dlatego, że miał wyrzuty sumienia? Jak śmiał zaprosić mnie do swojego domu, opowiadać historie z życia i nawet poprosić o nagranie piosenki skoro wiedział jaką krzywdę mi wyrządził. Przez cały ten czas udawał, zachowywał się tak, jakby nic się nie wydarzyło. Tłumaczył, że nie wie co się ze mną działo. Był perfidnym kłamcą, sadystą i gwałcicielem.
  Wieczorem wyszłam na spacer, ponieważ nie mogłam wytrzymać z myślami, które mnie nawiedzały. Nie chciałam dzwonić do przyjaciółki i szukać u niej litości. Potrzebowałam pocierpieć w samotności, a wieczór wydawał się odpowiednią na to porą. Chodziłam pomiędzy uliczkami, których w dzień nie odwiedzałam. Nie bałam się, że ktoś mnie napadnie, bo już nic gorszego nie mogło mi się stać. Dotarłam do opuszczonej fabryki i mój wzrok przykuło luksusowe maserati stojące niedaleko. Wydawało mi się, że skądś znam ten samochód. Kiedy dostrzegłam kierowcę byłam już pewna, że to Malik. Od razu zastanawiałam się co zrobił ze swoim zniszczonym porsche. Nie chciałam go spotkać i to, że zmierzał w moją stronę było cholernym żartem losu.
  -Co ty tutaj robisz? – zapytałam oszołomiona.
  -Załatwiam ciemne interesy. Lepiej powiedz, co ty tu robisz – odezwał się.
  Stałam chwilę w ciszy nie wiedząc czy wyrzucić to z siebie. Nie mogłam udawać, że nic się nie stało, ale nie byłam gotowa na konfrontację z nim.
  -Zgwałciłeś mnie – jęknęłam czując jak to, co mówię rani jeszcze bardziej.
  Wyciągnął z kieszeni papierosa i go odpalił. Wessał policzki zaciągając się, by po chwili wypuścić dym. Stał kilka metrów ode mnie zupełnie nie wzruszony tym, co powiedziałam. Nie mogłam uwierzyć w to, że jest taki bezuczuciowym potworem.
  -Nie masz zamiaru odpowiedzieć?
  Spojrzał na mnie wrogo. Zapewne analizował sprawę i myślał jak wyjść z niej obronną ręką. Nie dało się wytłumaczyć tego, co zrobił.
  -Chcesz usłyszeć, że mi przykro? Mam płaszczyć się przed tobą i przepraszać? – warknął ostro nadal rozkoszując się papierosem.
  Znów władzę nad nim przejęła mroczna strona. Nie widział nic złego w gwałcie i to było najdelikatniej mówiąc, chore.
  -Chcę usłyszeć, że to się nie wydarzyło, że to jedno, wielkie nieporozumienie – powiedziałam cicho.
  -Mogę ci powiedzieć, że – zawiesił swój wzrok na fabryce i wpatrywał się w nią jakby była tu najważniejsza – to ty chciałaś żebym cię pieprzył. Namawiałaś mnie do tego, więc wina leży po obu stronach.
  -Możesz wylądować w więzieniu jeśli pójdę z tym na policję – wyczułam w swoim głosie trochę więcej pewności.
  -Trafię tam prędzej czy później bez twojej pomocy. Ten miesiąc byłem w areszcie.
  -Bardziej interesuje mnie to, czy przypadkiem nie dowiem się o ciąży – właściwie dziecko było czymś, o czym nawet nie pomyślałam.
  -Zabezpieczyłem się, bo byłaś zbyt nachalna by robić to bez gumki. Tak Ray, też nie chciałbym mieć z tobą dziecka – jak mógł jeszcze używać przykrych słów po tym, co robił?
  -Ciebie nie rusza to, że wyrządziłeś mi taką krzywdę? – zapytałam cicho licząc na jakąś skruchę.
  -Stało się i musisz z tym żyć, Sulez.
  -Nie muszę – mruknęłam, lecz on chyba tego nie usłyszał.
  Odwróciłam się na pięcie nie potrafiąc dłużej znosić jego obojętności. Przeżyłabym to wszystko lepiej widząc, że żałuje. Ale Zayn nic nie robił sobie z tego, że wyrządził mi coś, o czym nie zapomnę. Na zawsze naznaczył moje ciało ogromnym bólem. Ruszyłam prosto do domu i nie wstydziłam się tego, że płaczę. Nic już nie miało dla mnie najmniejszego sensu. Miłość do chłopaka dawniej uzbrajała moją psychikę, a teraz była dla niej jak najgorsza kara.
  Zatrzasnęłam drzwi swojego pokoju ciesząc się, że mama jeszcze nie wróciła. Łzy zasłaniały mi widzenie i cała się trzęsłam. Otworzyłam pierwszą szufladę i wysypałam jej zawartość. Pogrzebałam w kartkach lecz nie znalazłam tego, czego szukałam. Zajęłam się kolejnymi aż w końcu niewielki metalowy przedmiot wpadł w moje dłonie. Trzymałam żyletkę chroniąc mamę, która po zniknięciu taty sięgała po nią. Ściągnęłam bluzę i koszulkę. W samym staniku położyłam się do łóżka i zaczęłam kreślić wzory na nadgarstkach. Na początku były małe i ledwie widoczne. Z czasem chcąc pozbyć się tej cholernej pustki i bólu nacinałam skórę jeszcze mocniej. Krew wylewała się z moich żył i organizm skupił się na bólu fizycznym, a nie psychicznym. Kiedy poczułam, że to czego pragnę zbliża się, odrzuciłam żyletkę na podłogę. Okryłam się kocem i czułam się wolna. Byłam coraz słabsza co zabierało te najgorsze wspomnienia. W końcu widziałam już tylko ciemność. 
~*~ 
To był ostatni rozdział Without love
Wkrótce przeczytacie jeszcze epilog